• Wpisów: 496
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 15:45
  • Licznik odwiedzin: 47 236 / 2497 dni
 
yatsune
 
wczoraj przyspieszonym nieco krokiem zmierzałam z siostrą na autobus - i zauważyłam coś, czego nigdy bym się nie spodziewała zobaczyć.
słowem wprowadzenia; przystanek znajduje się pomiędzy 'majestatyczną' statuą konia z jakże pozytywnym napisem "Konin żegna" a dość ruchliwą szosą - zdaje się, drogą główną? nigdy się tym jakoś nie interesowałam..
w każdym razie, po chodniku oddzielonym od szosy metalowymi barierkami szedł sobie spokojnym krokiem.. wędrowiec. serio. najbardziej stereotypowy wędrowiec jakiego możecie sobie wyobrazić. duży, słomkowy kapelusz, sandały na nogach, kij w ręku - a na plecach, zdaje się, duży, wypchany plecak. zdaje się - bo wędrowiec przykrył go płachtą białego materiału, jak peleryną, która opadała mu też na ramiona.
szczerze mówiąc, zdębiałam. a miałam tyle pytań! skąd szedł? dokąd zmierzał? dlaczego? ale tak na piechotę? co to za kij w jego ręku? cele praktyczne, czy raczej sentyment? a biała płachta? koc? płaszcz? przenośny namiocik?!
coraz bardziej żałuję że jednak nie pobiegłam za nim, żeby spytać...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków