• Wpisów: 496
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 140 dni temu, 15:45
  • Licznik odwiedzin: 41 186 / 2187 dni
 
yatsune
 
z jednej strony - WOLNOŚĆ, NARESZCIE WOLNOŚĆ! z drugiej-- przydałoby się w końcu zająć wybieraniem kierunków na studia, hm? no i są jeszcze inne obowiązki...
więc i tak utykam, trochę jak między Skyllą a Charybdą.
...
między (r)Życiem a Rekrutacją. trochę mniej ładnie, ale jak prawdziwie.

byłam dzisiaj u pewnej znajomej mamy, a konkretniej u jej podstawówkowego syna, któremu od czasu do czasu pomagam z angielskim. teoretycznie daję mu korki - w praktyce ja się produkuję, tłumaczę, pytam, czy zrozumiał... i cisza. on się patrzy, ja się patrzę, i tak sobie siedzimy.
w sumie nie wiem na ile to mój brak talentu dydaktycznego, a na ile jego brak jakiejkolwiek chęci do zrobienia czegokolwiek :s
no ale nic! staram się pomóc, na ile mogę.

ale dzisiaj moją uwagę znowu zwrócił kot. (trochę za często się to zdarza, przyznam)
po raz któryś czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony mojego niedzielnego ucznia przyuważyłam coś za oknem; a jako że mieszkanie jest na drugim piętrze, i okno z widokiem na zarośnięte pola (trochę zachwaszczone, ale nie do końca; chwast kojarzy mi się z czymś co żyje na złość wszystkim, a tamte pola są dość martwe. bardzo. ale martwe na pewnej wysokości, nie jest tam płasko.) - cóż, horyzonty dość szerokie.
i w tych nibytrawach przyuważyłam kota. skradał się. w kierunku sporego stadka ptaków. (wron? może.. nadal nie umiem ich rozpoznawać)
skradał się nieudolnie, ale widać miał dużo szczęścia, bo dopiero kiedy spróbował na jednego skoczyć, wszystkie się spłoszyły. wszystkie. i on chyba też, spanikował. biedactwo.
trzymałam kciuki za dalsze ewentualne sukcesy, ale jakoś nie nadeszły. no nic.
ciekawe co teraz robi.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków