• Wpisów:499
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 15:45
  • Licznik odwiedzin:47 566 / 2525 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
jejku, tak krótko, a jednocześnie tak strasznie długo... spakowana jestem może w 1/4, i nadal o tyle rzeczy się martwię...
no nic- będzie, kurczę, dobrze!! musi być!
  • awatar Gość: ale toto był karyniarski i bekowy blog :( ciekawe czy z tego wyrosłaś? No ale wstyd pozostał.
  • awatar Irysa: No i?
  • awatar Luka •\\×\\•: @RainbowxD: dziękuję! mam nadzieję :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
dawno mnie tu nie było, ale piszę i tak. a, co tam. gdzieś muszę to z siebie wywalić.
ladies, gentlemen and non-binary people, za okrągłe 9 dni wylatuję z Polski i zmierzam w kierunku Argentyny - do Buenos Aires.. i spędzę tam miesiąc z kawałkiem.
nie sama, bo odwiedzam kogoś, kogo znam dobrze już ponad 5 lat.. ale stresik jest. tak dużo rzeczy może pójść źle! o tylu rzeczach muszę pamiętać... sama podróż będzie przeraźliwie długa, bo z mojej rodzinnej miejscowości muszę dostać się do Poznania, w Poznaniu wsiądę w busa do Berlina, z Berlina lecę do Rzymu i z Rzymu najdłuższy lot do celu. aż strach liczyć ile godzin to zajmie w całości...
ale będzie warto! nawet mimo faktu, że zajadę w sam raz na początek zimy..
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
tak siedzę i się zastanawiam.
czy jest może jakaś grupka, może wątek na forum albo coś w tym rodzaju, gdzie organizuje się tzw. "lalkowe wakacje"? AKA lalka wędrująca w odwiedziny, czasem od obu osób, czasem od jednej.
się zastanawiam, bo poważnie rozważam wysłanie Byulicy na wakacje. może ktoś by się pobawił, porobił jakieś zdjęcia, może chciałby po prostu własnymi rączkami zmacać całkiem nudnego byula w pełnym stocku- no, nie wiem. ale u mnie siedzi i się kurzy, bo studia (jest super, mimo wszystko!), a może kogoś by ucieszyła.. ale nie chcę się z nią rozstawać na stałe
 

 
nie tylko podjęłam decyzję, ale jeszcze ją zatwierdziłam.
w październiku ruszam do Torunia studiować japonistykę na UMK
w sumie sama do końca nie wiem jak to się stało. do samego końca (aka przedostatniego dnia rekrutacji) nie wiedziałam, gdzie chcę składać papiery. myślałam - Bydgoszcz, UKW i Gamedec (badanie i projektowanie gier); ale co jeszcze? muszę mieć inne wyjścia w razie czego...
podjęłam rozmowę z bratem, a na pytanie o czym właściwie myślałam, rzuciłam, że kiedyś myślałam dużo o japonistyce... albo sinologii, albo koreanistyce, bo język, bo kultura, bo ciekawie. przy rozmowie była też jego żona, i takich podekscytowanych jak wtedy to dawno ich nie widziałam zaraz jęli mnie namawiać, że tak, że to super pomysł - coś nietuzinkowego, i na tyle niesprecyzowanego że mogę później zawężyć horyzont do jednej profesji myślę sobie, czemu nie.
w końcu dostałam się na dwie uczelnie (z czterech na które złożyłam, lmao..) UKW i UMK. zdecydowałam się na UMK, bo to takie trochę.. spełnienie dziecięcych marzeń (a wcześniej byłam pewna że UKW, i teraz się to na mnie mści :"" ) ale nic, trzeba przeć dalej)
a więc ruszam. boję się, ale też nie mogę się doczekać..
  • awatar chelsjesss: Bardzo oryginalne studia :) Mam nadzieje ze to nie jest decyzja podjęta pod wpływem impulsu i ze faktycznie dużo z nich wyniesiesz. Zdawaj relacje :)
  • awatar Luka •\\×\\•: @星FairyBlue: oja, brzmi fajnie! :D powodzenia życzę!
  • awatar 星FairyBlue: Yay! Japonistyka! Zazdro^^ Ja nie miałabym szans przez angielski, nie idzie mi za dobrze. Została mi polonistyka^^ a teraz robię mediteranistykę xD Mega ciekawe studia^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
wczoraj przyspieszonym nieco krokiem zmierzałam z siostrą na autobus - i zauważyłam coś, czego nigdy bym się nie spodziewała zobaczyć.
słowem wprowadzenia; przystanek znajduje się pomiędzy 'majestatyczną' statuą konia z jakże pozytywnym napisem "Konin żegna" a dość ruchliwą szosą - zdaje się, drogą główną? nigdy się tym jakoś nie interesowałam..
w każdym razie, po chodniku oddzielonym od szosy metalowymi barierkami szedł sobie spokojnym krokiem.. wędrowiec. serio. najbardziej stereotypowy wędrowiec jakiego możecie sobie wyobrazić. duży, słomkowy kapelusz, sandały na nogach, kij w ręku - a na plecach, zdaje się, duży, wypchany plecak. zdaje się - bo wędrowiec przykrył go płachtą białego materiału, jak peleryną, która opadała mu też na ramiona.
szczerze mówiąc, zdębiałam. a miałam tyle pytań! skąd szedł? dokąd zmierzał? dlaczego? ale tak na piechotę? co to za kij w jego ręku? cele praktyczne, czy raczej sentyment? a biała płachta? koc? płaszcz? przenośny namiocik?!
coraz bardziej żałuję że jednak nie pobiegłam za nim, żeby spytać...
 

 
jestem wykończona.
będąc skrajnym przypadkiem introwertyka ze zbyt dużą ilością lęków o wszystko chyba powinnam była domyślić się, że przyjmowanie koleżanki z Danii na parę dni w gościnę to nie jest najlepszy pomysł, prawda? bo gościem trzeba się zająć. trzeba być do dyspozycji. trzeba zagadać, spędzać razem czas i tak dalej.
a co ze stresem-- bo może zrobi się coś nie tak, powie coś czego nie trzeba, i w ogóle nie wiadomo jak się zachować?
a co z czasem na 'podładowanie społecznej baterii'?
a co z moją drogocenną niezależnością?

oczywiście, swojsko mówiąc, olałam sobie to wszystko, przyjęłam i tak. chociaż właściwie - nie miałam wyboru. głupio byłoby jej odmówić. bo nie było powodu.

a teraz mam kompletnie dosyć. i jeszcze będę musiała się bawić z wysyłaniem jej paczek z rzeczami których nie zabrała (bo limit na bagaż podręczny...)
to nie tak, że jej nie lubię. po prostu było jej trochę za dużo. :"D

chociaż ona sama twierdzi że jej się podobało, że chętnie odwiedzi mnie jeszcze.. nie, nie, nie! to nie dla mnie!

starczy mi że mam wybitnie ekstrawertyczną siostrę...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
mam więcej niż jedną, ale żadna nie jest tylko 'lubiana'... to spore niedopowiedzenie. więc wszystkie stoją na pierwszym miejscu.

jedna, to wczesny ranek. chwilę przed wschodem słońca. kiedy robi się coraz jaśniej, chmury nabierają nowych kolorów, słychać coraz więcej ptaków (bo śpiewy zaczynają się około trzeciej-czwartej, później już tylko się nasilają)

druga, to późne popołudnie. słońce już zachodzi, ale nadal jest jasno. światło jest takie.. ciepłe. dzień się kończy, ale jeszcze tego nie czuć. zwłaszcza w tych późnowiosennych miesiącach, około dwudziestej.

jeszcze inna, to właśnie ta pora. dzień był ciepły, ale siedzę koło uchylonego okna i czuję ten taki.. niepewny chłód. dziwnie to brzmi, ale tak jest! jakby ten chłód nie do końca wiedział czy na pewno mu wolno, czy to tak wypada, bo to już końcówka maja..
hm.
  • awatar Luka •\\×\\•: @Tamashire♥: dziękuję! miło coś takiego usłyszeć :)
  • awatar Luka •\\×\\•: @SugarFirefly: aż mi się przypomniało poprzednie lato, jak miałam zwyczaj nocować w hamaku na tarasie za domem.. wprawdzie poranki były zimne i około czwartej-piątej zmykałam do domu pod kołdrę, ale widoki nocnego nieba.. warte zachodu. :D
  • awatar Tamashire♥: Pięknie piszesz, Luka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
tak sobie myślę, że mam już serdecznie dosyć wstawania rano i czucia się.. no, jak śmieć. po prostu. jestem zmęczona sobą. chyba. bo inaczej nie potrafię.
jak inni ze mną wytrzymują, nie mam pojęcia.. chociaż widzę, że im też już puszczają nerwy. a ja nie mam dla siebie wytłumaczenia.
nawet w sumie nie wiem czy w ogóle jakieś jest, ehh.

ale dzisiaj znowu miałam takie bardzo dziwne.. uczucie. przeczucie? może jedno i drugie?
przez jakąś krótką chwilkę miałam wrażenie że wszystkie te trudnościo-ciężkości już za mną, że już sobie wszystko poukładałam, że jest jakiś ciepły kwiecień a ja siedzę w akademiku i, załóżmy, sprawdzam jakie mam dzisiaj zajęcia.
szczerze mówiąc, z tego miejsca to już nawet mi obojętnie na jakie studia trafię, mam kilka faworytów, ale chcę po prostu.. gdzieś być. coś robić. może wtedy mi się coś przejaśni.
ehh, nie wiem. trochę to trudne.
 

 
z jednej strony - WOLNOŚĆ, NARESZCIE WOLNOŚĆ! z drugiej-- przydałoby się w końcu zająć wybieraniem kierunków na studia, hm? no i są jeszcze inne obowiązki...
więc i tak utykam, trochę jak między Skyllą a Charybdą.
...
między (r)Życiem a Rekrutacją. trochę mniej ładnie, ale jak prawdziwie.

byłam dzisiaj u pewnej znajomej mamy, a konkretniej u jej podstawówkowego syna, któremu od czasu do czasu pomagam z angielskim. teoretycznie daję mu korki - w praktyce ja się produkuję, tłumaczę, pytam, czy zrozumiał... i cisza. on się patrzy, ja się patrzę, i tak sobie siedzimy.
w sumie nie wiem na ile to mój brak talentu dydaktycznego, a na ile jego brak jakiejkolwiek chęci do zrobienia czegokolwiek
no ale nic! staram się pomóc, na ile mogę.

ale dzisiaj moją uwagę znowu zwrócił kot. (trochę za często się to zdarza, przyznam)
po raz któryś czekając na jakąkolwiek odpowiedź ze strony mojego niedzielnego ucznia przyuważyłam coś za oknem; a jako że mieszkanie jest na drugim piętrze, i okno z widokiem na zarośnięte pola (trochę zachwaszczone, ale nie do końca; chwast kojarzy mi się z czymś co żyje na złość wszystkim, a tamte pola są dość martwe. bardzo. ale martwe na pewnej wysokości, nie jest tam płasko.) - cóż, horyzonty dość szerokie.
i w tych nibytrawach przyuważyłam kota. skradał się. w kierunku sporego stadka ptaków. (wron? może.. nadal nie umiem ich rozpoznawać)
skradał się nieudolnie, ale widać miał dużo szczęścia, bo dopiero kiedy spróbował na jednego skoczyć, wszystkie się spłoszyły. wszystkie. i on chyba też, spanikował. biedactwo.
trzymałam kciuki za dalsze ewentualne sukcesy, ale jakoś nie nadeszły. no nic.
ciekawe co teraz robi.
 

 
... a na zewnątrz pachniało straconym latem i pożałowaniami. serio! chociaż to dziwnie brzmi...
ale nie mieliście tak nigdy, że sama atmosfera (czy atmosfera może pachnieć? na przykład ciepły, letni poranek. wiadomo jak pachnie - ale czym konkretnie?) przypomina wam nie konkretną sytuację, ale jakieś odczucie? często mi się to ostatnio zdarza..
a już w drodze do domu napotkałam dwa koty. siedziały naprzeciwko siebie (znaczy - jeden stał, drugi siedział) i pomiaukiwały w swoich generalnych kierunkach. jakby rozmawiały o pogodzie, bo za dużo entuzjazmu w tym nie było.
jeden podniósł głowę i spojrzał na mnie, trochę się zawstydziłam - bo jakby nie było, stałam i podsłuchiwałam!
więc poszłam sobie.
pojechałam, tak właściwie.
no nic.
  • awatar Luka •\\×\\•: @Mała czarna ✯: no proszę! może to z wiekiem przychodzi? bo czym więcej doświadczeń, tym więcej mamy porównań :) cieszę się że się podoba!
  • awatar Luka •\\×\\•: @chelsjesss: ojej, dziękuję! strasznie miło to słyszeć :D
  • awatar Mała czarna ✯: Tak! Nie raz tak miałam, ostatnio też coraz częściej :> I też uważam, że sympatycznie piszesz, ciekawie, miło się czyta :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
no, prawie! został ustny angielski, ale to już przysłowiowa fraszka. angielski nigdy mi większych trudności nie sprawiał, a rozmowa po angielsku? sama dobra zabawa x"D
więc chyba czas zabrać się za rekrutację. chociaż nadal nie wiem dokąd się wybieram, aaa...
 

 
wybrałam się na tegoroczny pyrkon, nawet udało mi się coś cosplayowo zdziałać
ja jako Toriel, młodsza siostra jako Asriel, i jeden ze wspaniałych Kylo Renów:




promarkerowe doodle - moja Elinka z TERA Online <3




jakieśtam Karmidło - tak, nadal ją uwielbiam, chociaż w League nie grałam już daawno.. x"D




iii jakieś szkicocoś dla znajomej z Tumblra



no i na sam koniec, coś z przedednia matury z polskiego. to właśnie robiłam zamiast próbować się douczać : P



no, mówcie co chcecie - ale mnie wydaje się, że jakiś progress jest
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
polski, angielski i matematyka już za mną. część pisemna, rzecz jasna.
chyba nie było źle. znaczy się - mam nadzieję.
jutro ustny polski. szczerze mówiąc, jestem przerażona. nie jestem osobą która potrafi się tak... zgrabnie wypowiadać. i dziesięciominutowa wypowiedź?! albo będę mówić góra trzy, albo mi tego czasu zabraknie. chociaż raczej to pierwsze.
i, znając życie, nie będę pamiętała żadnych kontekstów. mam nadzieję że nie dostanę żadnego tekstu z lektury obowiązkowej... bo trzeba będzie odwołać się do całości, a mało którą lekturę udało mi się całą przeczytać :" bo mam leniwą dupę.
nawet teraz zamiast coś sobie przypomnieć siedzę i piszę 'bessęsu', brawo ja...

z innej beczki, wybrałam się wczoraj ze znajomymi na Kapitana Amerykę: Wojnę Bohaterów (tłumaczenie trochę nietrafne, ale chyba najlepsze..) - i nie żałuję. przyznam że nie do końca miałam ochotę ten film obejrzeć, nie w smak mi taka ogólnie pojęta drama.. ale przekonał mnie Spiderman, no i znajome też. xD
polały się łzy, ale ja płaczę na wszystkich filmach, więc to nic dziwnego...
w każdym razie. nowy Spiderman jest niesamowity (8D), Black Panther to mój nowy piękny syn - uwielbiam go! co za dynamiczna postać, we wszystkich sensach tego słowa~
generalnie dobry film, polecam.
chociaż Zimowego Żołnierza do tej pory nie widziałam i nie do końca wiedziałam o co chodzi, noale nic.
więcej nie mówię bo posypią się spoile, a tego nie chcę

a co do ostatniej części - eh, sama nie wiem.. mam taki beznadziejny nastrój ostatnimi czasy że to mnie samą denerwuje. i wychodzi bardzo błędne koło.
no nic, może 'samo przejdzie'?
miłego dnia życzę!
 

 
dzień dobry-- dawno mnie tu nie było, a więc przyszłam pomarudzić. tradycyjnie.
ale o cóż to, ach, o cóż? jakże by inaczej - o matury! maj już za pasem, a ja? nic! ani konkretnych przygotowań ('jakoś będzie...' ) ani podjętej decyzji - wyboru co dalej ('nie wiem...' ), a czas sobie wesoło płynie..
przeraża mnie to. przerasta też. mam coraz mniej czasu i nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić.
wiem na pewno, że nie chcę zostawać ani w domu, ani mieście rodzinnym - zabrzmi to dziecinnie, ale chcę się już usamodzielnić. chociaż troszeczkę.
ale co mi z tego całego usamodzielniania się, skoro nie wiem czego chcę?!
czy studia? jeśli tak - jakie? kompletnie nie mam pojęcia co mogłabym chcieć robić!
aż trochę żałuję że nie urodziłam się dawniej.. gdybym miała ograniczone możliwości, pomysłów byłoby tysiąc. a nawet jeśli nie, to zdobyłabym jakąś lutnię i została bardem.
a może aktorstwo? zawsze chciałam pracować w dubbingu! ale czy to dobry pomysł..?
nie wiem, nie wiem...

nie wiem nawet co lubię, a czego nie. skąd mam wiedzieć w czym będę się 'spełniać' (nie lubię tego słowa! w przyszłej pracy chcę tylko dobrze się czuć. i lubić to co robię- a zarobki mało mnie obchodzą.. chcę tylko mieć na życie, lol) - skoro nie miałam szansy niczego spróbować?!

kusi mnie praca za granicą, chociaż przez ten okres przedpaździernikowy, o ile zdecyduję.. chyba, że wezmę ten rok przerwy i zostanę na dłużej.
ale nawet jeśli.. jaka praca? co mogę robić?

o jejku, jejku... martwi mnie to wszystko...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
o wow, za 10 dni minie 4 lata od kiedy mam tego bloga o-o zleciało jak nie wiem...
... no i za trochę więcej czasu będą już dwa lata od kiedy mam byulicę aka pannę Izabelę (bo Scorupco - a przyjechała z jajkiem na głowie ), a nadal taka sama.. no nic, perfekcyjna od początku
muszę się rozejrzeć za jakąś siostrą dla niej~

zdjęcie kiepawe, ale zawsze coś.
czeka aż nauczę się lepiej szyć i ją ubiorę porządnie, no
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
wczoraj coś mnie tknęło żeby sprawdzić czy moja kochana, dawno wymarzona dal monomono nadal stoi na pullipstyle... i stoi jak byk! na dodatek jako jedna z najtańszych..
no i masz ci los! osiemnastka na karku, a ja czuję, jak moja mała obsesja wraca. aż by się pogadało z kimś o lalkach...
a dziwnym zbiegiem okoliczności dostałam od chrzestnej całkiem sporą sumkę na urodziny, i supełnie przypadkiem starczyłoby i na monomono, i obitsu razu dwa (bo w byulicy nic a nic nie zmieniłam, chociaż zaraz nam stuknie... dwa lata razem... wstyd!), może nawet na jakieś ciuszki...
aaaaargh! a miałam być dojrzała i odpowiedzialnie zarządzać finansami!!
co robić, co robić...
  • awatar Luka •\\×\\•: @SugarFirefly: przekonałaś mnie, teraz tylko dokonać wyboru.. x"D
  • awatar SugarFirefly: Oj tam, wiek nie ma nic do tego. Jak masz ochotę wydać swoje pieniądze na swoje hobby to się nie zastanawiaj ;) Życie jest za krótkie, żeby sobie odmawiać przyjemności
  • awatar Luka •\\×\\•: @Desdemonabjd: no proszę! wytrwania w czekaniu życzę :) i w sumie racja, jeśli lalka ma mi sprawić radość, to.. co będę sobie odmawiać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
tyle się pozmieniało, a jednak jakby wszystko wciąż takie samo.
liceum! klasa maturalna! aaa! to już czas żeby być produktywną, prawda? a ja nadal nic - brawa, brawa! chcę zdawać rozszerzony polski, angielski, historię.. i nie sądzę żeby mi się udało.. nawet matma się nie uda, ehh..
ale ostatnio do niczego jakoś nie mam motywacji. wina pory roku? czy mojego zleksza (z leksza? wow, nawet nie wiem jak powinno się to pisać) parszywego charakteru?
diabli wiedzą. ale chyba już czas zacząć "naprawiać siebie"

nadal rysuję! i chyba idzie mi coraz lepiej.

o, takie cuś. bo ship. bo tak.

no i jeszcze - robię grę! a raczej, współtworzę. pomagam?
siostra i jej chłopak stwierdzili że zrobią dla mnie grę na urodziny (to już niedługo! 20 listopada, woot!) - a ja im pomagam, bo to super rzecz <3 rysuję sprite'y ('modele' postaci grywalnych) i odpowiadam za fabułę, dymki i tego typu rzeczy. na razie mam tyle:

to się będzie ruszać i w ogóle, aaa, będzie super
 

 
krótko mówiąc - panika! kto by pomyślał że zwykły wyjazd na obóz może być tak stresujący!
kiedy? pojutrze. gdzie? hiszpania! i po drodze paryski disneyland. uważam się za szczęściarę, bo to już praktycznie ostatnia okazja żeby ot, tak pojechać - a potem może już być ciężko.
nieszczęsna ja! tradycyjnie zapomniałam o jak wielki stres przyprawiają mnie próby poznawania nowych ludzi!
no dobra, może trochę dramatyzuję. ale naprawdę, jeśli chodzi o socjalne interakcje to jestem tzw. społecznym ziemniakiem. najchętniej schowałabym się w ciemnym kątku i czekała aż ktoś, może kiedyś, podejdzie..
ale nie ma tak dobrze! a nie chcę przesiedzieć tych dwóch tygodni sama!
ehh. może jakoś to będzie.. ale martwię się o tyle rzeczy...
tyle do zrobienia - a ja znając życie o tylu rzeczach zapomnę!

z ostatnich rysunkobajzli: więcej league of legends, bo tak.
przed państwem - leniwe kluchy kształtem nieco przypominające, zdaje się, Karmę i Varusa.